O dawaniu i byciu obdarowywanx

Dziś rozkminki o kole zgody. A konkretnie o dawaniu i perspektywie osoby, która jest obdarowywana. Sprawa okazuje się skomplikowana:

  • Ile razy przyjmujesz podarunek nie dla siebie, tylko z uprzejmości dla drugiej osoby, żeby nie „robić kwasu”?
  • Ile razy okropnie cieszysz się, że coś komuś dajesz i rozczarowuje Cię, gdy druga osoba nie odwzajemnia tej ekscytacji?

Jeśli znasz instytucję prezentów przechodnich, przeczytaj poniższy tekst, żeby dowiedzieć się więcej.

Czy intencje wystarczą?

Czasem nawet najlepsze intencje nie wystarczą. Zwłaszcza kiedy ciało mówi „nie”, a głowa wciąż odpowiada „ale przecież to dla mojego dobra”. Ostatnio mierzę się z tym pytaniem częściej niż zwykle: „Czy to, co dostaję – to naprawdę jest dla mnie?”

Zęby

Od czasu warsztatu o kole zgody u Agnieszki Szeżyńskiej łapię się na tym, że dużo częściej zatrzymuję się na czymś, zadaję sobie nowe pytania o konflikty. Np. u dentystki.

Mam empatyczną i kompetentną dentystkę – ale wizyty u niej to dla mnie potężny stres. Nie lubię i chodzę. Robię to dla siebie. Z miłości i troski o przyszłą mnie.

Ale w trakcie wizyty moje ciało nie rozumie tej troski. Ono co najwyżej pozwala jej „coś sobie wziąć”, a wręcz czuje naruszenie. Zaciska się, zamraża. Potrzebuję potem kilku dobrych godzin, żeby dojść do siebie.

I kiedy ostatnio siedziałam na fotelu, pomyślałam: Co by się zmieniło, gdybym uznała, że to, co się dzieje – to podarunek, który daje mi dentystka? I jest on właśnie dla mnie?

Czy to by coś zmieniło, gdybym spróbowała to przyjąć, zamiast tylko przetrwać? 

Co ułatwia przyjmowanie?

Zaczęłam szukać, co pomaga mi poczuć, że to, co robi dla mnie dentystka, naprawdę jest dla mnie, a nie jest „braniem” czegoś ode mnie. Bo granica potrafi być cienka.

Nie chodzi tylko o działanie, raczej o sposób tego działania. Chodzi o dobrowolność, zgodę, uważność, otwartość,  uwzględnianie moich potrzeb.

O to, czy ktoś widzi mnie i moje potrzeby – czy tylko realizuje swoją wizję „mojego dobra”.

Moja dentystka:

  • zgadza się, żebym słuchała muzyki podczas zabiegu,
  • mówi do mnie, co robi – bo wie, że to mnie uspokaja,
  • nie bagatelizuje mojego lęku, nie ocenia go, nie naśmiewa się z niego,
  • dostosowuje tempo wizyt do moich możliwości,
  • daje mi wybór, jak czy zabieramy się za trudniejsze, czy łatwiejsze dla mnie rzeczy,
  • proponuje dodatkowe znieczulenie, nawet do zastrzyku,
  • daje mi realne poczucie wsparcia, zamiast irytowania się.

Wtedy łatwiej mi trzymać się myśli, że to faktycznie podarunek. Że to jest dla mnie. 

Czy to, co daję – może być naprawdę przyjęte?

Te rozkminki mnie poruszyły. I spróbowałam sprawdzić, jak dbam o to, żeby moje podarunki w postaci konsultacji (wsparcie 1:1), procesów mediacyjnych mogły być przyjęte.

Bardzo staram się zadbać o to, żeby:

  • ta konkretna osoba (lub osoby) czuła się ze mną bezpiecznie,
  • mieć uwagę na niej, by wyłapywać kiedy coś powoduje dyskomfort (to znaczy często, bo przecież gadamy o konfliktach),
  • sprawdzać, co możemy zrobić, żeby zmniejszyć ten dyskomfort do akceptowalnego poziomu,
  • sposób pracy był dobrany do osoby, która przychodzi po wsparcie,
  • odkrywać i pracować nad tym, co dana osoba wybiera, w granicach jej możliwości, zamiast na tym, co ja uważam, że ta osoba powinna zrobić i jak.

Prawdziwe obdarowywanie zaczyna się tam, gdzie druga osoba chce coś przyjąć. I może to przyjąć. A nie tam, gdzie ktoś daje „dla zasady”, „bo tak trzeba”, „bo to dla Twojego dobra”.

A jak to wygląda w Twoim życiu?

Ile razy ktoś „coś Ci daje”, a Ty wcale nie widzisz, że to prezent?

  • Obiad na masełku dla osoby wegańskiej.
  • Prezent-niespodzianka, który kompletnie nie trafia.
  • Rada, o którą nikt nie prosił.
  • Przysługa, która bardziej cieszy człowieka, który daje, niż obdarowywanego.

To nie znaczy, że ludzie są źli. Ale czasem to, co wygląda jak „danie komuś czegoś”, w odbiorze może być wręcz braniem. I wtedy zamiast wdzięczności – pojawia się opór, zmęczenie, rozczarowanie, a w relacji zaczyna się plątać.

Mała rzecz

Możesz zapytać: Czym i w jaki sposób mogę Cię obdarować, żeby to było naprawdę dla Ciebie wspierające?

Sprawdź ze sobą: Dlaczego chcę to dać? Dla kogo to jest? Czy to, o co prosi druga osoba, jest w granicach tego, co mam gotowość dać?

To nie odbiera magii dawania. To może być właśnie jej najpiękniejsza forma.


Wspierający newsletter o konfliktach

Ten tekst powstał na bazie mojego newslettera sprzed kilku tygodni. Piszę o relacjach, konfliktach, różnorodności i codziennych zmaganiach. Piszę z łagodnością, empatią.
Osobiste historie przeplatam wiedzą i pytaniami, które pomagają widzieć więcej i głębiej.

Jeśli chcesz dostawać takie maile co tydzień – kliknij przycisk poniżej

Co inne osoby mówią o moich newsletterach…

  • Prawie każdy Twój newsletter przesyłam dalej siostrze, mamie, przyjaciółkom a czasem i mężowi.
  • Połączenie uczelnianej wiedzy i mądrości z poczuciem humoru.
  • Nie próbuje Pani schlebiać odbiorcy, nie chce Pani na siłę przykuwać uwagi, – pisze Pani szczerze, z własnego doświadczenia.
Przewijanie do góry